Twarde lądowanie Śląska w 1 lidze
Powiedzieć, że Śląskowi start sezonu nie wyszedł, to nic nie powiedzieć. Wrocławianie po 2 kolejkach mają 1 punkt, kontuzjowanego Żukowskiego oraz poważną wątpliwość, czy aby nie wracają demony z poprzedniego sezonu.
To wszystko gdzieś już było…
O ile postronny obserwator mógłby powiedzieć, że mecz z Wieczystą był wypadkiem przy pracy, tak ktoś, kto regularnie ogląda Śląsk, może tej opinii nie podzielać. Zupełne oddanie inicjatywy w końcówce meczu, paniczne wybijanie piłki, koncertowe psucie sytuacji mogących przynieść skuteczną kontrę i zabicie meczu – to wszystko już widzieliśmy, nie są to żadne nowości. Z kolei w meczu ze Stalą indywidualny błąd popełnia Dijakovic, który w 20 minucie spotkania, w dosyć prostej sytuacji łapie czerwoną kartkę. W „10” drużyna nie jest już w stanie się podnieść i finalnie przegrywa mecz z zespołem, który ma bodajże najniższą średnią wieku w lidze i przez wszystkich był skazywany na pożarcie. Oczywiście zupełnie przy okazji przełamuje się gość, który ostatni raz strzelał regularnie w czasach, gdy na mapie świata widniały Austro-Węgry.
Jeszcze raz – naprawdę, to wszystko widzieliśmy już w poprzednim sezonie. Teraz, dodatkowo, Śląsk wylądował w lidze, w której słowo „walka” odmieniane jest przez wszystkie przypadki i stanowi niepisany kanon, bez którego nawet nie ma co myśleć o wygrywaniu meczów. Byłoby super, jakby ktoś to piłkarzom Śląska wytłumaczył, bo tutaj zwycięstw bez wypruwania żył nie będzie. Słabsza kość pęka, o czym empirycznie przekonał się ostatnio rzeczony Żukowski i niech do myślenia da fakt, że przeciwnik za to zagranie nie dostał nawet żółtej kartki.
Głowa
Andrea Pirlo mawiał, że w piłkę gra się przede wszystkim głową. I słynny Włoch bynajmniej nie miał na myśli główkowania. W mojej opinii, największym problemem Wrocławian pozostaje mental. Śląsk to taka drużyna, którą wystarczy raz popchnąć, dwa razy kopnąć i zespół pęka. Jedno złe zdarzenie na boisku sprawia, że pojawia się panika. Zaczyna się wtedy zabawa w chowanego (większość piłkarzy nie jest zainteresowana pokazaniem się do gry czy wzięciem na siebie odpowiedzialności), a także przydarzają się głupie, indywidualne błędy, niespecjalnie wymuszone. Dużo pracy czeka trenera Simundze, aby osadzić psychikę graczy na solidnych fundamentach. Jest to rzecz niezbędna, aby coś w tej lidze ugrać.
Barometr
Najbliższe mecze z Ruchem oraz Miedzią mogą się okazać swojego rodzaju barometrem, który pokaże, gdzie jest miejsce Wojskowych w tym sezonie. Oczekiwania ciągle pozostają bardzo wysokie i bardzo dobrze, miejsce Śląska nie jest w 1 lidze. Pytanie, jak sprostają im piłkarze. Piłkarsko na pewno są to zawodnicy, którzy awans są w stanie dowieźć. Większe wątpliwości wzbudza kwestia odporności psychicznej całej drużyny. Obyśmy w najbliższym czasie zobaczyli zespół, który wie po co wyszedł na boisko i będący w stanie kontrolować grę przez cały mecz, a nie tylko 45 czy 60 minut. I nie przerazi go brutalność oraz intensywność gry. Jeśli ten awans ma się wydarzyć, narodzi się on w bólach. Innej drogi nie ma.
Tomasz Kwiatkowski






